Baile Herculane – uzdrowisko duchów i najgorsza pizza, jaką jadłam w życiu!

            Nazwa kurortu pochodzi od herosa Herkulesa, uważanego w  rumuńskiej mitologii za patrona źródeł termalnych i symbol władzy. W 1852 r. Baile Herculane okrzyknięte zostaje najpiękniejszą miejscowością kuracyjną w Europie. Bywała tu słynna Sissi, księżniczka Bawarii, austriaccy książęta i francuscy generałowie. W okresie II wojny światowej byli tu internowani członkowie rządu II Rzeczypospolitej, z premierem F. Sławojem-Składkowskim na czele. Bije tu kilkanaście źródeł z wodą termalną i mineralną.

 

 

Baile Herculane

 

       Pierwszym miejscem, które odwiedzamy w Rumunii, jest Baile Herculane. Znajduje się tu uzdrowisko, jaskinie, piękne kaniony i górskie szlaki,

       Auto zostawiamy naprzeciwko Parku Centralnego. Fontanny w parku tryskają wodą, a w altance jakaś para właśnie odbiera gratulacje z okazji zawarcia związku małżeńskiego

 

 

          Nieśpiesznie idziemy prawie opustoszałymi ulicami w otoczeniu iście cesarskich budynków. Elewacje są bogato zdobione, a kolumny i pilastry nadają im monumentalnego wyglądu. Dostojne hotele są jednak w większości opuszczone i mocno zniszczone.

 

 

 

      

          Początki uzdrowiska sięgają czasów rzymskich, jednak jego obecny wygląd pochodzi z XIX w. Miasteczko położone jest w malowniczej dolinie rzeki Cerny. Ciekawe jest, że pomimo iż jest to teren górski i śródlądowy, panuje tu klimat śródziemnomorski.

 

          Wzdłuż brzegów rzeki bije kilkanaście źródeł z wodą termalną i mineralną. Z ulicy widzimy kilka basenów wypełnionych leczniczą wodą i oddających się kąpieli ludzi. Niektóre baseny wyglądają normalnie, a niektóre przypominają maleńkie sadzawki. Woda w nich zatrzymywana jest przez poukładane przez ludzi, małe kamienne murki. Ma ładny, choć niezdrowo wyglądający kolor mlecznego błękitu. Tłumacząc się brakiem czasu sami przed sobą, nie korzystamy z tej rozrywki.

 

 

 

       Przechodzimy przez most, zaglądamy do starej łaźni. Potem czytam, że ponoć jest połączona podziemnym tunelem z hotelem naprzeciwko. W otoczeniu pięknych, choć zniszczonych, zabytkowych kamienic, idziemy w kierunku Placu Herkulesa. Pod posągiem tego mitycznego bohatera robimy sobie zdjęcia. Ze smutkiem oglądamy otaczające plac budynki – perełki architektury popadające w ruinę.

 

 

               Plac Herkulesa

 

          Idziemy dalej wzdłuż rzeki i zatrzymujemy się przy najbardziej oryginalnym i chyba największym budynku – Łaźniach Neptuna. Już z zewnątrz wzbudzają naszą ciekawość. Okna są pozabijane deskami, z budynku sypie się gruz. Robię kilka zdjęć, a w tym czasie, ponieważ w okolicy nie znajdujemy toalety, Paweł idzie w ustronne miejsce. Po chwili słyszę:  „Aśka, Asiek!!! Choć! Zobacz! Tu jest zaj….ście. I jest wybite okno, wejdziesz!” i wchodzę przez okno do środka.

Łaźnie Neptuna

 

 

            Wnętrze jest monumentalne, a jego przepastne korytarze zdają się nie mieć końca. Mijamy młodą parę, pozującą na tle tych niezwykłych wnętrz. Jak urzeczeni pokonujemy korytarzami kolejne metry budynku. Sale uzdrowiskowe są zdewastowane, ze ścian i podług wystają poodcinane rury, po wannach zostały betonowe dziury.

 

 

        

Punktem kulminacyjnym naszego zwiedzania okazje się być ogromna sala z… Wlepiamy wzrok w stojącą na środku fontannę ze zdobionym trzonem, w freski na ścianach, w sufit, w posadzkę i nie, nie możemy uwierzyć i zrozumieć dlaczego to niszczeje! Jak coś tak pięknego, tak oryginalnego i niepowtarzalnego zostało doprowadzone prawie do ruiny. Druga rzecz, że uwierzyć nie możemy również w to, że jeszcze nikt tego nie ukradł.

 

 

 

      

         Próbujemy jeszcze zwiedzić piętro. Betonowymi schodami idziemy na górę, jednak tu czas okazał się mniej łaskawy. Część piętra jest zawalona. Powstrzymuję Pawła przed spacerem po zrujnowanej części. Przez wybite okno wracamy do rzeczywistości.

 

 

 

         

          Podziwiamy jeszcze spinający brzegi rzeki most i ruszamy dalej. Most ma ażurowe barierki i w promieniach słońca, w otoczeniu drzew i barokowych budowli wygląda jak z bajki. Niestety ze względu na stan techniczny jest zamknięty.

 

 

Pokomunistyczne pamiątki

       

          Niestety i tu czasy komunistyczne odcisnęły swoje piętno. Przepiękne zabytkowe budynki sąsiadują tu z betonowymi, olbrzymimi hotelami. Jednak i one w tej części Baile są nieczynne. Szpecą, ale również wzbudzają ciekawość.

 

 

Czasem nie da się zjeść

 

      Siadamy na tarasie jednej z kilku otwartych restauracji, jest ciepło i przyjemnie. W menu zaintrygowała mnie pizza, gdzie jednym ze składników są ziemniaki, zamawiam ją. Po dłuższym czasie kelnerka stawia przede mną talerz. Patrzę i nie wierzę, w zasadzie jedynym jej składnikiem są frytki pokryte dużą ilością fatalnego w smaku i roztopionego sera. Zestawienie okropne! Nie zjadłam, Paweł też nie dał rady.  

 

     

      Wsiadamy do auta i jedziemy jeszcze zobaczyć Hotel Roma. Betonowy koszmar z czasów komunizmu, jego brzydotę rekompensuje jednak fakt, że można tu skorzystać z  łaźni rzymskich, sprzed prawie 2000 lat i lokalizacja nad samą rzeką!

    Za hotelem ścieżką dochodzimy do jednej z wielu w okolicy jaskiń. Ścieżka jak wszystko wkoło jest zniszczona.

 

 

          Robi się późno, przed nami jeszcze sporo kilometrów i poszukiwania kempingu. Z pewnym niedosytem opuszczamy to miejsce.

           Obok starego zabytkowego uzdrowiska powstało nowe. Przyjeżdżają tu kuracjusze zarówno z Rumunii, jak i z Serbii. Nie jest tu już tak malowniczo, są tu nowoczesne sanatoria, a na ulicach jest gwarno.

 Informacje praktyczne:

  • z Baile Herkulane już blisko nad Dunaj i przepiękne miejsce zwane Żelazną Bramą – już wkrótce relacja z naszego krótkiego pobytu w tym malowniczym miejscu.
  • w miejscowości znajdziecie kemping oraz liczne hotele oraz kwatery prywatne
  • Rumunia to kraj należący do Unii Europejskiej, nie potrzebna tu zielona karta, niepotrzebny paszport

 

Dodaj komentarz