Okolice Sybina – Cisandie. Nasze pierwsze spotkanie z kościołem obronnym

Zegar, zainstalowany w wieży wysokiej na 32,5 m, działa nieprzerwanie od 1868 roku. W 1795 roku zamontowano na niej pierwszy w Siedmiogrodzie odgromnik, ponieważ w wyniku uderzeń pioruna wieża kilkakrotnie uległa spaleniu. Wieża kościoła w Cisandie – dziś turystyczna atrakcja.

 

           Do tego uroczego saskiego miasteczka, położonego zaledwie kilka kilometrów od Sybina, przyjeżdżamy z bardzo prozaicznego powodu.  Brakuje nam gotówki, a jest tu ponoć najbliższy w okolicy kantor. Jedziemy według wskazówek właściciela kempingu, na którym spaliśmy. Przekraczamy granice miasta, czytam jego nazwę i eureka! Mam je na liście miejsc do odwiedzenia!

 

          Obiekt naszego zainteresowania, czyli kościół warowny, stoi w centrum miasta, przy głównym placu, w otoczeniu kamienic. Powstał na przełomie XII i XIII w. Ufortyfikowany w XV w.  Na pierwszy rzut oka nic szczególnego. Wymieniamy pieniądze i wkraczamy na jego teren. Paweł odzywa się pierwszy: „Jak w Krosnowicach!”  (kościół w miejscowości położonej jakieś 10 km od naszego domu) Ja mam to samo odczucie.

 

 

 

        Kościół otoczony jest podwójnym pierścieniem murów obronnych, wzmocnionych budynkami, nie jak w większości tego typu budowli basztami. W budynkach znajdowała się szkoła, plebania i kaplica. Pomiędzy kościołem, a pierwszym pierścieniem murów, biegnie ścieżka, otoczona kwiatami i ozdobnymi roślinami. Miejsce jest zadbane i dobrze zagospodarowane. Rzeczywiście na pierwszy rzut oka „jak w Krosnowicach”! Wchodzimy do środka. Jeden z trzech mężczyzn pochylonych nad makietą kościoła, podchodzi do nas. Mówi po niemiecku, nic nie rozumiemy. Po chwili wszystko staje się jasne, prowadzi nas do kasy biletowej. Płacimy i zostawia nas samych sobie.

 

 

          Jest to pierwszy kościół warowny,  jaki mamy okazję zwiedzać. Pawła jak zwykle mało interesuje wystrój kościoła, odnajduje sekretne przejście i ciągnie mnie wąskimi, nieregularnymi i stromymi schodami gdzieś na górę. Jest ciemno i czuję się niekomfortowo, odpuszczam. Wracam i obchodzę kościół najpierw wewnątrz, a potem na zewnątrz.

 

Z widokiem na miasto

 

          Paweł w tym czasie wspina się po drewnianych schodach na wieżę. Schody ruszają się i trzeszczą, a jedynym oświetleniem jest latarka z telefonu. Dociera do miejsca, gdzie zamontowane są dzwony. Są tu również małe okienka, przez które ładnie widać miasteczko i jego otoczenie. Podziwia stary mechanizm zegara, niestety nie robi zdjęć. Jedną ręką trzyma się konstrukcji schodów, drugą próbuje oświetlić otoczenie.

 

 

Muzeum Komunizmu

 

         Kiedy Paweł wraca, zwiedzamy jeszcze małe muzeum komunizmu, urządzone w jednym z budynków. Pamiątki, które tu zgromadzono, przywodzą mi na myśl lata dzieciństwa. Odnajdujemy tu między innymi kartki, na których w kolejności chronologicznej spisano najważniejsze wydarzenia z tamtych lat.

          Patrzymy na kartkę z napisem Lech Wałęsa i takie to miłe!

 

 

         Opuszczamy mury warowni i udajemy się do pobliskiej Cisnadioary.

 

Informacje praktyczne:

  • w odległości 4 km od Cisnadie znajduje się:

 

  • w Cisnadie znajdziecie sklepy i obiekty gastronomiczne,
  • niecałe 30 min. zajmie Wam dojazd do Sybinu położonego 13km dalej,
  • 7 km przed Sybinem od strony Cisnadie, znajduje się Muzeum Cywilizacji Ludowej „ASTRA”.

Jedna myśl na temat “Okolice Sybina – Cisandie. Nasze pierwsze spotkanie z kościołem obronnym

Dodaj komentarz